czwartek, 31 grudnia 2020

Cóż,

 Lecą dni, a mnie się leniwiec do pisania włączył. Tu i tam pogadam, pokomentuję i juz na wlasnym blogu nie chce mi sie powtarzać.

Swieta minęły raz dwa, poświęta też.  Gupi sylwek trwa, upiekłam sernik z brzoskwiniami, pasztet, J wział sie za sprzatanie, więc trochę i ja. Jeszcze jutro pokoj balkonowy ogarnę, wymienie pościel i z głowy.

Moze wybierzemy sie na noworoczny spacer,w każdym razie zamierzam dlugo spać.

Póki co właczyłam serial , piję wino  i po północy lulu, o ile zasnę, bo wczoraj bujałam sie do 2,30.

...

Mama 3 tydzień w szpitalu, zatorowosć, tym razem serce i pluca, jest źle, chociaż dzis jak z nią rozmawiałam to jakoś lepiej brzmiała, chociaż kaszle, musi korzystać z tlenu , no i w ogóle, ale mowi, że do toalety sama chodzi, a siostra mowi, co innego, to nie wiem.  W kazdym razie jeszcze 10 dni, a pozniej chcą ją przewieźć na płucny do Walbrzycha. Lekarka wspomniala jej o jakis naciekach na płucach,  trudno to ogarnąć. Siostra niby ma znajome dwie osoby, co trochę tam podpytują co i jak. 

Ogolnie stan mamy jest malo stabilny i nie wiadomo co sie moze jeszcze wydarzyć, lub wręcz odwrotnie, wiadomo..

No i tyle, czy to stary czy nowy rok, jaka to różnica,  nie spodziewam się lepszego, chociaż oczywiscie chcialabym się mylić. 

Strach mysleć o przyszlosci, takie to czasy nastały, nie do uwierzenia.