piątek, 14 maja 2021

Zimno,

 10 st, mokro, ponuro, deszcz siąpi. I tak ma być codziennie, w porywach do 16 st, ale pochmurno i dżdżyście.

Etap ogrodowy na podwórku, w fazie kwitnie i rośnie , żonkile przekwitły. Zielska sporo wszędzie, ogródek trzeba wypielić , rośnie  lubczyk , a  szczypiorek ma zawiązki kwiatów.  

Wszystko narozpieprzane, poprzestawiane, szef wreszcie usunął stary, rozpadający się płotek, ale ...kur ...zamiast prosto w ziemię, to usypał mini skarpę , na której zasadził  zdaje się małe buki, a żeby było ciekawiej to też do połowy  śmietnika kompostownika. 

Baba, która miała zamieszkać w budowanym mieszkaniu, ktore nadal jest w fazie budowy , zamieszkala w  innym mieszkaniu, które bylo wolne, w innym budynku, dobudował jej balkon,  właśnie od strony łączki. Na innym skwerku  , który się kosiło  nawalił jakiś budowlanych rzeczy. 

No i tak to, znów trzeba przywyknąć do tego burdelu.

Umyłam okno, posprzatałam, ugotowałam rosół.  Pojechaliśmy do hurtowni ogrodniczej, ach ile tam kwiatów, ludzie kupują całe mnóstwo wszystkiego,  my kupiliśmy pomidory i sałatę, nie wiem po co jak najpierw trzeba przygotować  stanowisko, a jest mokro, zimno i do dupy taka robota. To będą stały w doniczkach, aż się przygotuje stanowisko.

Na razie mnie wszystko  bardzo wkurza, zanim się tu jako tako odnajdę,  trochę potrwa .