wtorek, 23 maja 2023

Ile to już

 tu jesteśmy? Nie tak  długo wcale, 16 dzień, a mam wrażenie,  jak i moje gnatki, że już  przynajmniej  miesiąc. 

Niedziela nie byla relaksująca, pojechaliśmy nie tam gdzie początkowo zamierzaliśmy, J.zafundował mi dłuuugi spacer, miedzy dwoma jeziorami, owszem byłby mile widziany, gdybym nie była zmęczona, i nie bolały mnie kolana, i nogi, a tak to szłam, bo szłam, ale marzyłam o powrocie do domu. To nie bylo to, czego potrzebowałam. 


















O tu ta kafejka ogrodowa



A tu juz w parku przekwitajaca wisnia japonska.




Zamek w Plön,  jak zwykle  zamknięty, trzeba umawiać sie telefonicznie na termin zwiedzania. Tak więc kolejny raz przeszliśmy się uliczkami, koło zamku, nowym byl ten  spacer na cypel łaczący dwa jeziora. Szlo się laskiem, brzegiem , jak  sie chciało. Fajne miejsce na spacery, sporo tez rowerzystów,  mała i droga kafejka w zielarskim ogródku, wsród jabłoni, bzów, klimacik przyjemny. Pani włascicielka  produkuje też gliniane doniczki itp. 

No i tak to. 

Pogoda zmienna, raz cieplej raz zimniej, wiatrzysko . Wczoraj na noc wreszcie się rozpadało, ale już przestało. Ciesze się z tego deszczu, bo już bardzo sucho było, no i dziś moglam  się wyspać i posiedzieć w domu😃

Możliwe że na niedzielę i poniedziałek pojedziemy do Starszej. 

czwartek, 18 maja 2023

Słonecznie,

 nie oznacza ciepło, ale jodowanie zaliczone.









Skoro nie pojechaliśmy do Starszej, to jutro  jednak ogrodowanie, a gdzie w niedzielę pojedziemy, nie wiemy, zwiedziłoby się jakiś zamek.


środa, 17 maja 2023

Jutro

 święto, więc odpoczywamy. Pogoda taka sobie, ochłodziło się znacznie, i  wiatrzysko  porywiste dokucza od kilku dni, ale jutro ma być ciut cieplej i mniej wiać.

 W niedzielę  było cieplutko, 22,5 st. Przywitaliśmy się z morzem, a na pchlim targu przygarnęliśmy parę drobiazgów.


Zdjeciowy misz - masz





















czwartek, 11 maja 2023

Miało

padać,  no i troche popadało,ale własciwie mogłam pojechać do prac, ale   siedzę w domu i odpoczywam, bo oczywiście rzucilam  się na robotę. Niby  rekawów nie wyrywam, ale jednak czuję w gnatkach te kucanie, klęczenie, taczki.  W domu padam na dziób chociaż wydaje mi się, że wcale tak wiele nie zrobiłam.  Śpię kamieniem po tych wygibasach i dotlenieniu. 

Jeszcze jutro i weekend. Może klamociarnia, może morze w niedzielę, albo ogród botaniczny. Chyba, że ten miejski, mały, wtedy i morze, i  ogród da się pogodzić. O ile pogoda dopisze. 

Ogólnie jest lato, 20 st, wiec przyjemnie. Dziś nawet nie wiało.  Tak więc nie ma na co narzekać. Nie wiem w końcu co z tym przyszłym długim weekendem, jeśli nie pojedziemy do Starszej, to pewnie przebąblujemy tu te dni, mało efektywnie i turystycznie, a kto wie czy i nie  pracując w piątek. No nic, będzie co będzie.

Poleżałam, odpoczęlam,zdrzemnęłam się nawet, i  jednak poszłam na podwórko. Ogarnęłam miejsce na tyłach. W jednym miejscu mocno zachwaszczone, część  oczyściłam, bo wysiał się tam piękny orlik,  reszta, czyli podagrycznik trafi pod kosę, później puszczę tam bluszcz i będzie spokój. 

Na kwietniku pod budynkiem  irysy już szykują się do kwitnienia,





 Kwitnie bodziszek, jesienią w  zeszłym roku wsadziłam małą sadzonkę , i proszę jaka ładna.

 Przyniosę jeszcze inną sadzonkę z bordowymi kwiatkami. 

Po drugiej stronie rośnie żywopłot z berberysów, klonu i róży, ależ bąki i pszczoły się uwijają przy berberysowych kwiatuszkach, tylko słychać bzyczenie. 

Od strony budynku w rogach kolo bluszczu dosadziłam co tam nialam pod ręką, jasnoty nigdy dość😃


Od strony uliczki  przy żywopłocie jest też miejsce na jakieś kwiatki,wiec też wtykam to i owo.


 A tak wyglada uliczka. Musze pojść na spacer i pooglądać te kwietne,kolorowe od skalniaków murki i ogródki. No i nawąchać się bzów.