wtorek, 5 listopada 2019

Poniedziałek

za nami. Intensywny od rana, ale najważniejsze, czyli wizyta u lekarza Starszej i J. udana, dostali każde odpowiednie do potrzeb zalecenia , przy okazji pierwszy zabieg akupunktury, Starsza dodatkowo dostała krem na gojenie sie zmian na twarzy. Ma być juz coraz lepiej , do piatku powinno być ok i może jechać do  pracy w 
weekend.
...
Z Młodymi rodzicami mamy się spotkać, żeby mieć obraz jak się sprawy mają.  Malutka ma kolki po południu , więc są wykonczeni.  Z opowiadań Mlodej , babcia zrobiła awanturę, nawyzywała ich od najgorszych, że mieszkają w melinie, zagroziła, że naśle na nich opiekę,  że im dziecko odbiorą , bo lepiej będzie dziecku w domu dziecka ni z nimi, i takie różne.
Do mnie ciotka nie dzwoni, a ja nie mam ochoty wysluchiwać wyzwisk i jej krzyków , bo jak się nakręci to trudno przerwać , a co mam jej na to wszystko powiedzieć. 
...
J.planuje zrobić porządek przy tym wymienionym oknie, aaj, znów będzie dużo bałaganu, kurzu i gruzu. Ajajaj.

niedziela, 3 listopada 2019

Już

listopad, przyjechał J.
Starsza, wtem w czwartek na noc  napuchła na twarzy, zadzwonila do nas w piątek rano, wiec  telefon do lekarza i  jazda po szpitalach , Polanica odmówila pomocy,bo to nie zagrożenie życia,wróciliśmy do Klodzka ,w naszym szpitalu  dostala recepte na lek przeciwhistaminowy, wykupilismy, zażyła   i poszła spać.  Powoli ale jednak obrzęk sie zmniejszał, już myślałyśmy ,że idzie ku dobremu, a tu wczoraj wieczorem zaczerwieniła się twarz, skóra zaczęła się łuszczyć, pojawiły krostki, po posmarowaniu delikatnym olejkiem  roslinnym  nieco sie to uspokoiło, no ale  choroba trwa, jutro jest umówiona do lekarza, jeszcze nie wiem jak dzisiaj, czy juz lepiej po nocy, czy  bez zmian. Denerwuję się, wiadomo.

Wczoraj też było przewożenie  rożnych rzeczy,łózeczko,wózek,jakies torby z rzeczami, nosidełko i ubranka malutkiej na wypis,  od ciotki  do mieszkania jej wnuczki. Ręce opadaja na warunki jakie tam panują, brudno, bałagan to za małe słowo, przywieźlismy  Młodą z dzieckiem do domu, pytaliśmy w czym możemy pomoc, czy czegos im potrzeba, ale jak tacy niogarnieci to sami nie wiedzą.  Zbyli nas i tyle, wiec wróciliśmy do domu. przecież nie bedę się rządzić   w cudzym domu, powiedziałam tylko , że mają dzwonić, pisać, jak cos im  bedzie trzeba, wytłumaczyłam jak się kąpie  takie malutkie dziecko, bo ona nie wie, nie umie...  Dziś ma się tam ciotka pojawić, to  podejrzewam , że ręce jej opadną jak i  nam.  Starsza im pomagala, wysprzatała całe mieszkanie, kupiła pojemniki, poukładała co sie da, Młoda juz wyraźnie miała tego dosc , bo po co.... No i nasyfiła  z powrotem.
Nie wiem czy  ciotka, nie zrobi awantury , czy nie będzie chciała żeby Młoda przeniosla sie do niej ,zeby mieć ich pod kontrolą.  To tez nie jest wyjscie, bo ona nie widzi opcji młode małżenstwo u niej w domu, nienawidzi mężczyzn, każdy zły, wiec juz buntuje Młodą, a Młoda w swej  głupocie powiela słowa i myśl ciotki,  i dokłada od siebie, chopak sie stara, ale przy takich dwoch wariatkach to moze sie poddać.
Zobaczymy. Malutka jest cudna, jak to noworodek, kochana taka , że nieba by sie chciało przychylić. Jakos po jej mamie nie widzę zachwytu, bo skupiona na swoich sprawach, jak to ją boli po cesarce, jak po blokadzie, chodzi przygarbiona, i męczy ja, że  maleństwo chce być co chwilę przystawiane do piersi, no nie najada sie czasem  od razu na dłużej, muszą sobie rytm dnia wypracować, ale młoda nie myśli , wiec dla niej to wszystko  kosmos. Mam nadzieję, chociaz wątłą, że jednak  sie wyciszy, unormuje, i że dadzą radę.

Nie są to spokojne dni, nie ma czasu ani chęci na jakaś głębszą zadumę nad mogiłami. Grobbing za nami, tylko nie  byliśmy na grobach kolegów jeszcze.  Kwiatki świeże postawione, jest ok. Dość się nadumam, namyślę i nawspominam  porządkując i odwiedzając w ciągu roku  groby bliskich ,  w samotności, i w tych ostatnich dniach października, kiedy tam jestem codziennie, wiec 1.11 nie jest dla mnie dniem szczególnym, ale idziemy, palimy światełka, stawiamy kwiaty . Moze dziś uda się pojechać na groby naszych kolegów, za miasto.

No i tak to, zobaczymy co dzień przyniesie.





wtorek, 29 października 2019

Tydzień

minął raz dwa, ba, cały październik jakiś taki krótki, w czwartek przyjeżdża już J. Czy odpoczęłam , hm, i tak, i nie. Ciągle mi dokuczają jakieś bóle, ale porobiłam porządki na cmentarzu, troszkę w piwnicy. W mieszkaniu nie zrobiłam nic, chociaż pewnie  J spodziewał się, że jednak opalę  z farby te drzwi . Zrezygnowałam, skoro jeszcze jak tylko coś niosę cięższego, czy porobię dłużej  boli mnie ten mięsień kłębu kciuka, nie chcę doprowadzić do gorszego stanu. Nie pali się, nie teraz to później, i tak przecież ten pokój jeszcze długo będzie stał i służył za remontowy.
Prace remontowe kamienicy trwają, teraz skuwają tynk. Upomniałam się, żeby skuli parapet niżej , tak by te odpływy z okna były na wierzchu, mam nadzieję, że facet zapamięta. Dziś nie ma ich wcale.
Jak mnie to wkurza,  listewki też szlag wie gdzie, bo miałam  tak zabezpieczony parapet ,żeby doniczki nie spadały,  sama nie byłam w stanie odkręcić, teraz patrzę, nie ma ani wsporników wmurowanych w ścianę, ani listewek, a wcześniej szef, który chodził po rusztowaniu dopytywał i mówił , że kotwy zostaną. Możliwe, że odpadły, ale powinni je odłożyć i zamontować później.
Ech.
Cóż. Pogoda się zmieniła, zimniej o wiele, sięgnęłam do szafy po zimową kurtkę, na wszelki wypadek. No i natknęłam się na pudełko ze starymi  zdjęciami.

 Zdjęcia młodej teściowej z małym J. I moje z 1987 r.
Jesteśmy podobne.



Nasz ślub, niedawno była  32 rocznica.









Zdjęcia jak leci, nie chce mi się zmieniać kolejności.
A tu moja siostra i mama, i ja, i maleńka Starsza, na świeżo nabytej  wiosce -1992r. Miałam 28 lat.




Jak to bardzo dawno było!
Dobrze, że są zdjęcia, to się coś tam przypomina podczas oglądania. Może kiedyś w końcu włożę je do albumów, bo ciągle trzymam je w pudełkach.

No tak, kurtka wyciągnięta, zdjęcia schowane, trzeba wrócić do obecnych czasów.

Hm, tak się zakręciłam, że już nie wiem co miałam napisać😀

W niedzielę wykorzystałam cudowną pogodę i handlową niedzielę również, bo kupiłam buty, a pod wieczór gościłam koleżusie. Przyjemny dzień.
Za to wczoraj totalny niechciej mnie opanował i spędziłam dzień w domu, głównie na fotelu walcząc by nie zasnąć.  Zmiana pogody, czasu , może to i to.  Dzisiaj już na szczęście mam więcej wigoru,  dobrze, bo czas na zabranie donic z balkonu, skoro nocami mają być minusy.
No to do roboty.
...
Wnuczka ciotki już na porodówce.
 O 21 wreszcie cesarka i  Zosia pojawiła się na świecie . Niechby tak stał się cud i jej rodzice zmądrzeli i stali się odpowiedzialni,i potrafili podołać obowiązkom i rodzicielstwu.



wtorek, 22 października 2019

Sobota, niedziela, poniedziałek.

Sobota do poludnia jako tako,chociaż strachy wysuwały łby z szafy i męczyły. Rozmowa z J. dolała oliwy do ognia i przypieczętowała całość.
W niedzielę zebrałam się do kupy i wyszłam z domu na pół dnia, trochę pomogło, również dzięki towarzystwu kol.R i D.
Sen miałam dosłownie gówniany ,  bo  przyśnił mi się zatkany kibel:) Koleżusie od razu złapały za sennik, ale nic nie znalazły, więc wydumały ,że to na pewno na przypływ gotówki. Owszem, wpłynęła na konto kaska, wiec sen sie sprawdził, ale....ale, wczoraj dzwoni kol.R, że pod domem D, do ktorej się wczoraj wybrała znalazła stówkę! Nooo, że, taką moc ma mój sen, to sie nikt nie spodziewał, zatem mam prikaz, żeby śnić w tym temacie częściej:))))) O mamuniu, jakżeś my się uchachały, do łez.
Kochane wariatki.
...
Dzisiaj  siedze w domu, bo ma przyjść Starsza na zupę dyniową,  a za ok 2 godziny przyjdzie pan od anteny zbiorczej, już uprzedził, więc muszę być w domu.
Pojawili się nareszcie pracownicy od remontu elewacji, rozkładają rusztowanie.
....