dało się odpocząć. Najpierw J.się rozchorował, później zabrał się za łazienkę. Jak zwykle robota i bałagan niemal do ostatniej chwili. Niee, to jeszcze nie koniec, ale coraz bliżej😃
Na razie jest tak.
dało się odpocząć. Najpierw J.się rozchorował, później zabrał się za łazienkę. Jak zwykle robota i bałagan niemal do ostatniej chwili. Niee, to jeszcze nie koniec, ale coraz bliżej😃
Na razie jest tak.
już w domu. Stęskniłam się!
Kwiatki ok, już porozstawiałam na ich stałe miejsca.
J. zaczął kosić na wiosce. Ja trochę flak, uszkodzony flak, bo kilka dni przed wyjazdem, potknęłam sie na krawężniku przy aucie z podczepioną przyczepą, i uderzyłam się bokiem człowieka w dyszel tej przyczepy, oj bolało.
W podróży nie było mi zbyt wygodnie tyle godzin siedzieć, znów mnie bardziej rozbolało to miejsce, ale już jest lepiej.
Po za tym trzeba sie przyzwyczaić , że jest się tu, inny klimat.
Trochę sprzątam, w garach też trzeba zamieszać, dzisiaj sprztaliśmy na cmentarzu, i tak leci dzień za dniem.
Na balkonie też ok, tylko małych czarnych mrówek sporo.
...
Kaktusy kwitną,tzn, akurat niektóre są już po kwitnieniu, ale u kilku nadal nowe pąki się rozwijają.Juz trzeci raz zabieram się za pisanie , ale średnio mi idzie.
Lipiec zaczął się dwoma naprawdś upalnymi dniami, ale wczoraj wieczorem byla burza z ulewnym deszczem, i dziś już powrot do normalnej temperatury, wiatr, slonko, chmury, ok 20 st.
Nigdzie nie wycieczkowaliśmy, jakoś nie było albo pogody, albo czasu , lub chęci i sił.
Niedługo pojedziemy do domu, J.bierze rower, więc znów będzie eksplorował leśne drogi, o ile pogoda dopisze, a ja mam zamiar pławić się w ciszy i spokoju.
Nie wiem czy będziemy coś dalej robić w łazience, czy dopiero jesienią. Miesiąc szybko zleci, może nie warto rozgrzebywać roboty.
W tym roku maliny obrodziły, codziennie mam porcyjkę do zjedzenia, pietruszka kiepska, sałata ok.
Myślalam, że może jednak teraz przeniesiemy się do nowego mieszkania, jednak nie było możliwości.
W wolnych chwilach tam sprzatałam , J.wymienił kaloryfer, zamontował oświetlenie w kuchni, żaluzje typu dzień-noc. Wypróbowaliśmy lodówkę i zmywarkę, kupiliśmy z drugiej ręki stól z krzesłami do kuchni. Nie mamy jeszcze łóżka i biurka.
No i to tyle, chaotycznie, ale niech będzie ku pamięci.
....
A Gwiezdny pył już gdzieś w innym wymiarze, kosmosie...
bo już czerwiec leci.
Smutno mi bardzo, bo znów o jedną dobrą osobę mniej. Z Anią, zwaną Bezową, ponieważ jej kicia tak sie nazywa, znałyśmy się od lat, wirtualnie, co nie znaczy, że mniej boli:(
Oj Aniu, jak zawsze, za mało, za krótko, za szybko. Zostają wspomnienia i kolorowe, szydełkowe motylki, którymi mnie obdarowałaś, będą mi Ciebie zawsze przypominać.