środa, 24 kwietnia 2019

Krótka

sroda, nawet chociaż wietrzna to słoneczna. Kol.W miala sporo czasu miedzy wizytami u lekarzy, więc spędziłyśmy ten czas wspólnie, ona ogladala film, ja przygotowalam obiad, porozmawiałyśmy, ogladnęłyśmy jeszcze ,,Faworytę", i poleciala do doktorka. J. się kręcił w sprawach samochodowych, kupil mi ziemie do kwiagow,  a teraz ucina drzemkę.
Potrzebuję jeszcze donicy do sansewierii, którą dostałam od kolezusi i pewnie trzeba bedzie podjechac do LM, bo nie mam akurat takiej dużej. 
Trzeba tez clematisy i lilaczka posadzic wreszczie do wiekszych donic. Oczyścić znow balkon, tylko ten mięsień kciuka znów bardziej boli. 
W piątek pójdę znów na badania, bo endo przepisala mi glucophage, ale mam zacząć brać  po wynikach, kreatyniny i alatu,  jesli okazą sie ok.
Ma mi to pomóc w tym moim stanie przedcukrzycowym/ cukrzycowym.Po kilku miesiacach kontrol.   
No i tak to. Nie jestem zadowolona z tego stanu rzeczy wcale.

wtorek, 23 kwietnia 2019

Poswiętnie i wtorkowo.

Marnie za oknem, pokropiło przez minut kilka, słońce, wiatr, zimno, chmury, ale  brzozy już  zielone , to mam ładniejszy widok.
Trochę zielonego i kolorowego, wiosennego  się naoglądałam, przejeżdżając przez te parę wiosek i miast.
Wczorajsza wizytka u kol.W udana. Wiadomości i opowieści  różne  a i plot kilka też, ale mało:)
Kolega leśnik opowiada, że  korniki tak straszliwe, wyżerają te nasze świerki , wiec trzeba ciąć, ciać,ciąć, drzewa suche,marne, łamią się,  klęska. Lasy coraz bardziej pustoszeją. No tak, to można zauważyć:(

Jest kasa,  jest plan , powstają juz i jeszcze  maja powstać suche zbiorniki retencyjne przed ew.powodzą, no i teraz kol.W w stresie,bo  akurat jej dom byłby objęty tym fora ze dwora. Nie muszę mówić, że wizja przesiedlenia, i tych marnych pieniędzy, które by dostała nijak  nie pocieszają i nie nastrajają do tworzenia planów na przyszłość.

Z kolei na wioskowej górce stanie  maszt , bedzie dostęp do swiata,czyli internetu i tv. Niektórym to nie w smak, bo przecież to zło i szatan , emitacja szkodliwych fal i inne potwory.
  Koleżusia W. uzmysłowiła mi, że we wrzesniu minie 40 lat od naszego poznania się. Powspominałysmy inne kolezanki niedoli szkolnej. Inni troche znudzeni poszli w tym czasie ogladac nasze auto:)
Pieski przytulaski kol G calkiem sympatyczne, ale panie bąkowskie, fiołkami niestety nie bączyły, wiec troche mi to przeszkadzalo, szczegolnie, że cuś mnie panny polubiły i spaly na moich kolanach.
No i tak, mielismy skoczyc na zakupy, ale poki co siedzimy w domu, no to obiadu na jutro nie bedzie.
Bardzo, ale to bardzo nie chcę jechać z J. A tu znów presja, pretensja, brak zrozumienia, i porozumienia.
Nie wiem czy do Bytomia pojedziemy. Póki co wypelnil stosowny pit, nalezy go wyslac lub zawiezc, to akurat nie problem, ale trzeba inne sprawy tam ogarnąć, wymienic licznik gazowy,  bo Niny nie bylo , kiedy facet chodzil,  a z kolei ten co wymienial wodomierz  powiedzial, ze zawor pod spluczką nieszczelny,  i troszke kapie, a J. Nie zakrecil zaworu glownego, bo po co, ja pierdziu...Sprawa mieszkania i auta nie ruszona, auto cos do kitu,  a jeszcze nie mozna go sprzedac, bo pol roku nie minelo. Omg.
Nawet nie moge zadzwonic do Niny, że przyjedziemy, bo nie wiem nic, i aż mi glupio.
Nie wiem, czy jeszcze kiedys bedzie spokojniej i normalniej, czy juz tylko gorzej. Nerwy mam na postronku i ogólnie kicha.


niedziela, 21 kwietnia 2019

Jak tam

upływa świętowanie?
Nam wycieczka się dość udała, pogoda cudna, tam jest o wiele cieplej, widzialam kwitnący fioletowy bez(lilak), przy żółciutkich forsycjach i kwitnących jabłoniach.
Do muzeum farmacji, czyli bardzo okazałego barokowego pałacu, ktory później stał się szpitalem, nie weszliśmy. Jednak trzeba bylo tylko z przewodnikiem, kolejka spora, zrezygnowaliśmy, a tam, kiedyś może nam się zachce poczekać.








Zdjecia z mojego telefonu, ale sa jeszcze  robione aparatem, to może jeszcze dodam w wolnej chwili.

sobota, 20 kwietnia 2019

Sobotnio,

J.zerwał się rano i pojechał z koszyczkiem, nie było  go i nie było,a okazało się, że święcili od 10 a nie od 9.He,he,he.
Co do wypadków przy pracy, to zamiast cukru pudru dodał mąki ryżowej, tylko przez własne olewactwo , bo mówiłam żeby spróbował przed dodaniem do żółtek, cóż, tak właśnie puszcza mimo uszu co do niego mówię. Bardzo wkurzające. No i tak wygląda jego gotowanie czy pieczenie, ja robię swoje,a on odrywa mnie ,pytając, pytając ,pytając,  i jeszcze, a podaj to, a gdzie jest coś tam, a trzeba zrobić jeszcze to...wiec niby robi sam,ale angażuje i mnie, i kogo tam dorwie. Ech.
Ja natomiast dla wyrównania przypaliłam ziemniaki  do sernika, oraz buraki . a
rzeżucha nabiera jeszcze wyglądu, bo jednak za późno wysiałam, ale na jutro już będzie ok.

Śniadanie świąteczne ze Starszą zaliczone, pośniadaniowy spacer również. J.zawiózł Starszą z niezięciem do Wrocławia. Busy inaczej dziś kursuje,nie można się dodzwonić, brak informacji na przystanku, gdyby pojechali pociągiem musieliby czekać ze 3 godz na flixbusa, to zaproponował ,że ich odwiezie. Jakoś tak się pospieszył, że żadne z nas nie pojechało z nim do towarzystwa.Zszedł, by przepakowali bagaże i już nie weszli na ciastko i kawę, cały on, bo lepiej wyjechać wcześniej. No trudno, to już Starsza nie oponowała, choć wyjazd z Wro do Berlina mieli o 17.  Wszak darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby.

Jutro po śniadaniu mamy zamiar odwiedzić czeską miejscowość Kuks. Będzie relacjon.
Dzisiaj jeszcze na cmentarz skoczymy i odpoczywanko.
Żurek zjemy na kolację, bo po sytym śniadaniu nikt nie jest jeszcze głodny.
W salonie po południu ciepło i słonecznie, więc czekamy na J i polegujemy. Przy muzyczce z lat 80.









Miłego świętowania wszystkim życzę, kiwając nózią w laczku i popiając kawusię.
Sprawujcie się lepiej ode mnie:)

czwartek, 18 kwietnia 2019

W skrócie,

bo na porządne pisanie nie ma kiedy przysiąść.
Mamy za sobą nieprzyjemny wypadek z Robinkiem. Pare dni temu , kiedy chcialam go wyczesac(bardzo dużo podszerstka, potworzyły sie kołtuny) zauwazyłam zdartą skórę na podbrzuczu. Nie wiemy  jak sie to stało, prawdopodobnie J.wycinajac kołtuna uszokdził naskorek, kotek sie ruszył, uciekł, nadrywajac / odrywając sobie kawalek skory.Trzeba było zszyc, wiec musial byc lekko uspiony.Przy okazji wetka wygoliła mu podwozie,bo tych kołtunów było za duzo  ,zeby doprowadzic  futro do porządku. Nie muszę mowic,jakie emocje mna targały  ,skupiło sie to  na J. ,oberwał za nie wystarczające dbanie o kota, bagatelizowanie problemów i cale zło świata.
Należało mu sie.
Wkurzają mnie tez jego audiofilskie zapedy! Księciunio potrzebuje odpowiedniego wygłuszenia  salonu,bo sie muzyki nie da sluchać. Najlepiej zagracic, nacudowac, co jakis czas  wpada na złote pomysły, a moze ekrany  specjalne kupic, jprl.!
Dom wariatów. Całe mieszkanie w balaganie, w rozpoczetym remoncie,  w salonie brakuje jeszcze komody i witryny,czy tam jakiegos kredensiku  na szkło, jeszcze na scianach pewnie powiesimy jakies obrazy, ale to wszystko wymaga czasu,  a ten ma pomysły z d... A mebli odpowiednich znaleźć nie mozemy, szukamy,bylismy nawwet w takim m (
Zwariuję albo mnie szlag trafi, źle ten czlowiek na mnie wpływa,  od razu mi nastrój siadł, rece i ochota do dzialania  opadły .   Do salonu nawet nie chce mi sie wchodzic, wzmacniacz polozył na sofie,zaslonil okno ,polozyl poduchy na parapeci i na fotelu,  ustawił kolumny i  słucha muzyki.
 Przedczoraj przyszły koleżusie moje, wpakowały sie do salonu od razu, to  byłam złosliwa i troche ponarzekałam na brak porozumienia małzenskiego:)))))  Posmialismy się,  oczyscila sie troche atmosfera, bo juz naprawdę,byłam nabuzowana,że  bez kija nie podchodź.  Umówilismy sie na 2 dzien swiat u kol.W. Tradycyjnie. Też troche ubarwimy  zycie koleżusi,bo ma  klopoty. 

Ktoregoś slonecznego dnia uporzadkowalismy groby. Wzięlismy mopa, Jnosił wodę, wyrzucał śmieci, umylismy od razu  znajome groby, czyli  naszego kolegi i jego mamy. J sie lekko zdziwił,a dla mnie to nic dziwnego, mamy  wszystko pod ręką, zaden problem,  po co kol.R ma sie sama targać pieszo,czy busem na cmentarz,a tak juz bedzie maila z glowy.  On by na to nie wpadł oczywiscie, ech,  Ci faceci!   
Wczoraj wywieźliśmy  elektryczne  graty  na wysypisko, przyczynkiem do tego  pozyczenie,lub nawet odsprzedaż ,zbednego nam tv, kol.R. Stary ,który miala zepsuł sien a ament, wiec zaproponowalismy wywózkę,no i byla okazja ,zeby i nasze manele wywieźć,chociaz cześciowo.  Potem pojechalismy do LM,  żeby kol.R kupila sobie ziemię i  pelargonie na balkon.Zatem kolezenska przysługa wykonana. R się nigdy nie prosi, ale ja wiem jak to jest samemu wszystko robic, a jak jeszcze pracuje do wieczora,to  pada na twarz, wiadomo.

Jedzeniowe zakupy zrobiliśmy wczoraj. Dziś zrobie troszke pierogów, Bo Mlodsza wyrazila ochotę, wiec jutro  obiad gotowy.  No i cos tam jeszcze sie przygotuje i upiecze, zebysmy na te 4 wspolne dni mieli co do dziobow powkladać. Liczymy na ładną pogodę,zeby wybrac sie na jakieś małe wycieczki.
J wpadł na pomysł,zeby w sobote  zrobic swateczne sniadanie, skoro Starsza wyjeżdża, no nie powiem,dobry pomysł:)   Hehe,powiedizal,ze poleci rano ze swięconka, a juz myslałam, że sie obedzie bez tego,no ale jak chce niech idzie .
No a po za tym? , J. zamierza wyjechac 5-6 maja, to ja nie wiem co on zdązy pozalatwiac,  i co z tym Bytomiem, bo musimy tam pojechac przynajmniej na 1 dzień. No to ciekawe kiedy, jak nie bedzie komu z kotami zostać. 
No i tak to.