jedzie.
Jeszcze z 2 godz. do celu.
nie było nas na wiosce, a tam już wiosna na całego, kwitną drzewa owocowe, trawa nie nazbyt wysoka, można było pochodzić po łąkach. Ale tam pięknie.
Dereń
Tawuły coraz piękniejsze, sprawdzają sie w trudnych warunkach i sarny ich nie zjadają!
Zaczęłam się pakować. Pouganialiśmy się też za moimi butami, w rezultacie czego J. nabył letni obów dla siebie, skarpety, i zastanawiał się nad krótkimi spodenkami😀
Mnie udało sie kupić dwie pary butow. Szczerze mówiąc, to takie se , no ale jak trzeba to mus. Jedne kryte bardziej i w zasadzie na zimne dni, nad morze itp. Drugie cichobiegi do dreptania na cieplejsze dni, chociaż w krytych i tak gorąco. Nalożyłam wczoraj sandały, uuuu, przyjemnie, ale jak niewygodnie, a pod koniec chodzenia już zaczeło mnie piec pod palcami.
Kupiłam też w szmateksie kilka koszulek do pracy, może jeszcze zajdę jutro lub pojutrze, i coś wypatrzę fajnego.
Dziś totalne lenistwo, posprzatałam mieszkanie, balkon. Uporzadkowałam roslinki, przesadzilam irysy, bo się rozrosły. Malizny, ale dwa są zeszłoroczne, może w tym roku zakwitną? Rozwary już kiełkują, cymbaralia zaczęła zadarniać donicę z lilakiem.
Pnącze z szorstkimi lisćmi ładnie odbiło , bo ściełam całkiem na zimę. Za to clematisów już nie mam, zasuszyły sie, później deszcz je zlał i niestety. W jednej donicy jest korzeń jeszcze, ale nie widzę, żeby coś nowego wychodziło. No i tak to.
Kol.R bedzie na posterunku jak zawsze, ma też na parę dni przyjechać Starsza, to w razie suszy będą podlewać.
Kupiłam natomiast nasiona na suszki, posieję tam w gruncie, może na jesieni doczekam się kwiatów.
się czas wyjazdu, więc siadł mi nastrój, stres sie odzywa i spać nie pozwala.
Duża przerwa, te pół roku w domu to takie oderwanie dla mnie, nawet wizja morza nie robi mi dobrze. Dobrze to mi jest w domu, no ale co robić, trzeba bedzie znów się wdrożyć w tamtejsze warunki, najgorszy początek, później jakoś tam te 2 miesiące zlecą. Może w końcu odwiedzimy Starszą.
Dziś po południu spotykamy się z kol.R. , a co będziemy robić do tego czasu to nie wiem, z jednej strony kusi spacer z drugiej bym się zakopała w domu, chcąc jeszcze nacieszyć się ciszą i spokojem .
Upalik,(18 w cieniu), za którym nie przepadam, i co na siebie nałożyć, to znów dylemat. Szukam wygodnych butów i do pracy, i do chodzenia, muszą być głębokie , numer wieksze, żeby wkladka ortopedyczna weszła i nigdzie nie obciskało stopy. Najlepiej trzymajace kostkę. Na lato to koszmar. Za ciepło w stopy. Ech.
Pranie się skończyło, wieszam i jednak spacer, bo J mnie gdzieś tam ciagnie, mam nadzieję, że nie na cholerną Kłodzką Górę, bo zdechnę leząc pod górę cały czas, a później zmęczona jak będę schodzić , to kolejny problem, bo łatwo o uraz kostki, ciagle ja nadwyrężam, chodząc po wyboistych, kamienistych drogach, lub krzywych chodnikach. Lewa noga, jak zawsze problematyczna.
SKS🙁
..
A, żyrandol już wisi dumnie.
...jak było przyjemnie pobyć te kilka dni z dzieckiem, nacieszyć się.
Pogoda wspaniała. Były spacerki, wycieczki po okolicy, obiadki w ,, bistro u żony", lody w Stacji Lodovej, jak i zwyczajne zakupy czy siedzenie i pogaduchy. Na wszystko był czas. Córcia piekła chleb, nawet dała nam połówkę do domu.
J.kupił im podkaszarkę, wkretarkę, to była nauka używania, kilka drobnych rzeczy im porobił, ja z Młodszą ciutkę poogrodowałyśmy.
Faaaaajnie było!
Ich kocio przyzwyczajony do ciszy i spokoju nieco sie zestresował, ale poźniej już było ok.
Naszymi kotkami opiekowała się kol R. I trzeba przyznać, że wzorcowo, też krzywda im się nie działa.
...
Bylo nawet kultularnie😉, przez przypadek zwiedziliśmy ciekawe miejsce, w domu poczytałam o artyscie, ciekawa postać!
,