pomyślny tydzień
poniedziałek, 22 marca 2021
sobota, 20 marca 2021
Sobota
Rok temu już zaczynały kwitnąć forsycje, fiołki, w tym roku jeszcze wszystko uśpione. Śnieg, minusowe noce. Jednak pod koniec miesiąca ma być ok 20 st, czyli wiosna buchnie jak to ostatnio ma w zwyczaju 😀
Po południu wybrałam się na spacer, mroźne powietrze, cisza, kilku psiarzy z pupilami na spacerze , przyjemnie.
czwartek, 18 marca 2021
O czym
to ja chciałam..a tak, o niczym.
Że wczoraj miły wieczór, rozmowa z solenizantką Młodszą i J na skype, a ze Starszą na messengerze. Później jeszcze małe zakupy w biedronce, lubię wieczorem, bo mało ludzi. Woda, mleko, przyprawy, kasza jaglana , bo chcę zmielić na mąkę, pomidorki, papryczkowe , jedyne smaczne.
Że wiosna, to koci włos w nosie, na ubraniach, na podłodze, w większej ilości niż zazwyczaj.
Że ponowne zamykanie sklepów w galeriach mnie osobiście niewiele rusza, reszta czynna, wiec nic to już nowego. U mnie po staremu, tylko jeśli mam wyjechać , trzeba będzie zrobić test po przyjeździe tam, bo wątpię, żeby to prędko znieśli.
Z rana telefoniczna pobudka - pani z wodociągów . Bardzo sumienny pracownik, kiedyś dzwoniła zdziwiona niskim stanem liczników, dzisiaj z kolei prosiła o potwierdzenie, bo jeden z liczników pokazał większe zużycie, musiałam odczytać raz jeszcze. No nie chciało być inaczej, duuużo większy niż ten w łazience. Ten kuchenny zawsze pokazuje więcej, bo pobór wody z dwóch źródeł, kuchni i wc. Cóż, zobaczymy jaki tym razem będzie rachunek, bo ostatnio faktycznie były niskie, 44 zł np. za dwa miesiące.
Z kolei nie przyszło naliczenie podatku rolnego, zadzwoniłam do gminy, okazuje się, że jeszcze nie ogarnęli korekty, dwa miesiące minęły, mam czekać jeszcze miesiąc.
No i takie to poranne spraweczki. Trzeba mi wyjść z domu, odwlekam, bo tak mi się bardzo nie chce, ale jak już wyjdę to będzie ok. Najgorszy to ten brak chęci do czegokolwiek. A im bardziej myślę, o tym, tym bardziej mi się nie chce.
J.mi opowiada o pracy, ale i pokazuje zdjęcia kwitnących krokusów na skwerku wokół gruszy, już i żonkile, i tulipany są spore, pyta co tam w tym ,,ogródku" posadzimy, może teraz by coś mógł , żeby już rosło. Drażni mnie tym tylko, bo w ogóle mnie to nie obchodzi. Po za tym za wcześnie na cokolwiek, pyta jakby nagle nie wiedział. Dwa światy, tu i tam. Teraz jestem tu i nie interesuje mnie tam, odcinam się, nie ma mnie i nic mnie nie obchodzi,bo po co. Bedę tam, to będę żyła tamtymi sprawami.
No i tak to. Trzeba w końcu się ubrać i wyjść, o śnieg zaczął padać, taka ta marcowa pogoda w kratkę, to chwilkę jeszcze poczekam , kawę wypiję :)
poniedziałek, 15 marca 2021
Połowa
marca już! Zadziwiajaco szybko mijają mi dni na tym nicnierobieniu. Przecież nawet mało wychodzę, ale jak juz wyjdę, to idę wolniej, z powodu tej stopy, bo nadal nie jest ok. Zadzwoniłam po skierowanie na rtg, pielegniarka zapisała i ma do mnie oddzwonić lekarka, no to czekam, bo głupia nie zapytałam kiedy to ma nastąpić.
Dzisiaj rano dym z kominów, był tak okropny, że śmierdziało mi w całym mieszkaniu. Miałam zamkniete drzwi od sypialni, i salonu, wiec jako tak tam bylo trochę lepiej, ale kuchnia, przedpokój to koszmar. Nie mam tak szczelnych drzwi wejsciowych , żeby izolowały takie zapachy. Na szczęście teraz lepiej, bo troszkę wieje wiatr, po za tym słonko i chmury, tak jak w weekend.
...
Niezięć zadowolony z pracy, Starsza poumawiana na zdjęcia, więc odpukać, sympatycznie i do przodu. UF. Cieszę się.
Młodsza za kilka dni obchodzi 27 urodziny. Za miesiąc Starsza 29 !
Niesamowite , że takie dorosłe te moje córeczki.
Czekam na wieści od Młodszej, czy idą na zdalną , czy jednak nie, i czy dostawa z LM roznych rzeczy do domu zgodna z tym co zamowili i czy wszystko ok. Troche sie znow prace wykonczeniowe przedłużają, bo stolarz od schodów i jego pracownik chorzy. Glazurnik z pomocnikiem mieli dzisiaj przyjść, więc bedą musieli śmigać na piętro po drabinie zamiast po schodach. No ale chociaż już będą podłogi do przodu.
J. zapracowany, wiec odlicza dni do wyjazdu i odpoczynku. No a ja z kolei o menu. Święta we dwoje to gotowania jeszcze mniej, nawet już mam białą kiełbasę zamrożoną, trzeba tylko mi zrobić zakwas na żurek.l Zrobię listę potrzebnych produktów i powoli zacznę kupować.
Jeszcze czekam na tel.od mamy, wczoraj zadzwoniła żeby pogadać, a dziś ma kontrolne badanie, więc ma zraportować co i jak.
Ciotka z kolei też powinna bardziej zadbać o sprawy krązeniowo oddechowe, ale bazuje na lekarce rodzinnej, która srednio jej pomaga w diagnozowaniu , a skierowan do specjalistów nie wypisuje, a ciotka sie nie upomina. Nagadałam jej ostatnio, żeby była stanowcza, bo inaczej będzie bardzo marnie, skoro ma takie niebezpieczne objawy. Powiedziałam też młodej, żeby babci pilnowała i popędzała do działania, bo wyniki niezbyt ok, i potrzeba dalszej diagnozy i kardiologa, a nie l. rodzinnej, a przeciez na wizytę u specjalisty trzeba czekać.
No i tak to.
I popatrzyłoby się na Zosię radośnie, że malutka, słodka, że nowe pokolenie, przyszłość, ale zamiast tego jest gorzkie rozważanie jakie życie ją czeka, bo czasy są paskudne.
My raczej wnuków mieć nie będziemy, więc przynajmniej o nie nie muszę się martwić.
...
Kwitną raz jeszcze.
wtorek, 9 marca 2021
Zanim
się zazielenią, również są ozdobą. Bardzo je lubię. Winobluszcze.
Nad rzeką kaczuchy i rybitwy,
W drodze powrotnej słonce juz złoci ,różowi i błyszczy . Zapowiedź mroźnej nocy.
....
Dzisiaj zaczęłam znów przekładanie i porzadkowanie, bo ubyło trochę rzeczy córek, przełożyłam to co zostało i zyskałam kilka wolnych półek. Zlikwidowałam kolejne przydasie, wyrzuciłam sporo powielonych po wielokroć zdjęć, bardzo marnych technicznie, a i treść nieciekawa, ot cykanki rodzinne, ale rodzinka np.tyłem, albo czeguś niewyraźna, tak w czarno białym, jak i w kolorze. No to do wora. Ale i perelki znalazłam, starutkie zdjęcia rodziny teścia. Cudo.
Tyle już rzeczy się pozbyłam, a końca nie widać, bo kiedy pozaglądam w kąty, stwierdzam, że nie ma sensu tego, czy tamtego trzymać. Na kolejną selekcję nadal czeka strych i piwnica. Muszę pozbyć się drobnicy doniczkowej, nazbierało się tego sporo. No i w ogóle sporo jeszcze rzeczy tam jest, które czekają na nie wiadomo co😀
Ostatnio na parapet na kl.schodowej, wystawiłam w kartonie rożne książki, których ja na pewno nie przeczytam, a jak nie ja to kto? Pomyślałam, że może ktoś przygarnie, a jeśli nie, to wystawię przy kontenerach, no i zniknęły.
Resztę to już trzeba mi znieść do kontenerów, co za chwilę uczynię. Uf, i juz jakis kolejny krok wykonany, co mnie cieszy.




































