wtorek, 18 maja 2021

Przerwa

 śniadaniowa. Pogoda ok, do pielenia w sam raz. Pracy dużo, mogę sobie dozować przez kolejne dni, bo na tym terenie to gdzie nie spojrzeć jest co robić.

Ptaszki śpiewają, spieszyć się nie muszę, żeby jeszcze tak w lędźwiowym nie bolało, byłoby super. Zregeneruję sie w weekend, w poniedzialek znów  świeto, więc luksus.

Kurki są, mają wybudowany kurnik, mogłby być ładny i w ogóle , ale jak to szef, nakombinował , nawymyślał, baby z dziadem  tylko brakuje. Podziwiam szefową, że to wytrzymuje😀

 No ale przynajmniej kurkom ciepło i sucho. Tylko oczywiscie sprzątać i podsypywać słomą nie ma komu. 

Kwiaty rosną, nie ma jeszcze szaleństwa kolorów, za to zielsko i trawa mają się doskonale.

Psy zagladają, łasuchy, ale już zjadlam, koniec przerwy.



poniedziałek, 17 maja 2021

Pod

 gruszą zrobiłam jako taki porzadek. Część  szafirków kwitnie, wiec zostawiłam, ale sporo wycięłam odsłaniając  hosty.  Jak przekwitną tulipany i szafirki znów wytnę. Nie czekam aż liście zżołkną i same uschną. Żonkile też wycięłam. Teraz mogą rozrastać się hosty, ruta, rozchodniki, dąbrówki,  i co tam jeszcze. Wysiały się maki, na kupie,  kilka rozsadziłam, może się przyjmą. 

Pojawiła się też róża,  widocznie się sama wysiała, ptaszek może przeniósł. Całkiem spora już jest.  No tu wszystko rośnie jak na drożdżach. 








 Kilka  włoskich orzechów też znalazłam, moze ptaki przyniosły, a  może  wiewiórka 😀

Tak więc kolejna robota odfajkowana. Teraz akurat  popadało, wiec fajnie, bo podlało wszystko.

Jutro pierwszy raz do szefów. W czwartek do Inge. 


niedziela, 16 maja 2021

Powitanie

morza. Dzisiaj pogoda mocno zmienna,  dopadł nas deszcz, grad i burza. Koniecznie trzeba zaopatrzyć sie w sztormiaki, czy peleryny, bo jednak zmokliśmy porządnie. 










sobota, 15 maja 2021

Wieczorny

 spacer.

I tu wycinają, tzw.kosmetyka.

Trzeba zostawiać o kilka metrów jedno drzewo.

Przy domach wylewają się z murków kamiennych żołto kwitnace skalniaczki


Tu już tulipanki i inne  kwiatki , ktore jesienią  powtykałam w ziemię przy płotku pod berberysowym żywopłotem.


Tu szef zaszalał, zlikwidował rozwalony biały płotek, ale nie wiadomo dlaczego usypał krzywy wał i wsadził buki.




Dobudowany balkon  do mieszkania  nowej lokatorki , przy okazji skosił łączkę


Irysy  w tym miejscu już mają pąki


Wisnia japońska jeszcze kwitnie


A to mięta , szczypiorek i lubczyk  w mini ogródku. Ogródek się powiększy , bo J. uprzątnął złomowisko, ale jeszcze gównarzeria  składuje resztki po mini quadzie.



Stodołowe mieszkanie w budowie
i lipa w tle.


Grusza i rzut okiem na tyły, gdzie własnie za tujami jest ogródek.




Grusza sypie białym kwieciem. Klomb pod gruszą zakwiecony i zachwaszczony. Królują żejeszcze szafirki, serduszka, bergenie i tulipany, reszta zaczyna ładnie wyrastać, czyli hosty i rozchodniki , ruta, irysy i jakieś inne drobiazgi .Jak wypielę to się okaże 😀


Pod murkiem jesienią powtykałam kosaćce, ciekawe czy zakwitną.
Natomiast kiepsko  z yukami.




Kwiatki i trzmielina przed wejściem, trochę rzadzi  tam pani babcia, bo wiosną sadzi bratki. 


Wszystkie te  krzewy, drzewka  przycinamy,  pielę, zamiatamy, kosimy . 
J .własnie poszedł kosić, a ja chciałabym zrobić wszystko naraz, ale najpierw jednak  wyczyszczę odpływy w chodniku na tyłach,  bo zapchane ziemią i zielsko  na nich wyrosło. 
To dopijam kawę,  ubieram się i idę.
A po pracy do klamociarni.

Truskawek  z powodu pogody jeszcze nie można zbierać, bo nie dojrzały, ale juz mają otwarte, więc jak tylko napiszą, że już,  są i zapraszają, to pojedziemy.
Jutro  może nad morze,  w końcu zimą też jeździliśmy.😀
...
Gotowe



A tu w trakcie  pracy, bloger dodał po swojemu,  nie w tej kolejnosci jaką zaznaczyłam.



...
W klamociarni byliśmy, kupiliśmy tylko narzutę na spanie, nówkę za 4 euro. A tak to nic  ciekawego nie rzucilo nam się w oczy .
No i znów pada.
...
Dla mp



piątek, 14 maja 2021

Zimno,

 10 st, mokro, ponuro, deszcz siąpi. I tak ma być codziennie, w porywach do 16 st, ale pochmurno i dżdżyście.

Etap ogrodowy na podwórku, w fazie kwitnie i rośnie , żonkile przekwitły. Zielska sporo wszędzie, ogródek trzeba wypielić , rośnie  lubczyk , a  szczypiorek ma zawiązki kwiatów.  

Wszystko narozpieprzane, poprzestawiane, szef wreszcie usunął stary, rozpadający się płotek, ale ...kur ...zamiast prosto w ziemię, to usypał mini skarpę , na której zasadził  zdaje się małe buki, a żeby było ciekawiej to też do połowy  śmietnika kompostownika. 

Baba, która miała zamieszkać w budowanym mieszkaniu, ktore nadal jest w fazie budowy , zamieszkala w  innym mieszkaniu, które bylo wolne, w innym budynku, dobudował jej balkon,  właśnie od strony łączki. Na innym skwerku  , który się kosiło  nawalił jakiś budowlanych rzeczy. 

No i tak to, znów trzeba przywyknąć do tego burdelu.

Umyłam okno, posprzatałam, ugotowałam rosół.  Pojechaliśmy do hurtowni ogrodniczej, ach ile tam kwiatów, ludzie kupują całe mnóstwo wszystkiego,  my kupiliśmy pomidory i sałatę, nie wiem po co jak najpierw trzeba przygotować  stanowisko, a jest mokro, zimno i do dupy taka robota. To będą stały w doniczkach, aż się przygotuje stanowisko.

Na razie mnie wszystko  bardzo wkurza, zanim się tu jako tako odnajdę,  trochę potrwa .