trzeba być roztrzepańcem, żeby nie móc przypomnieć sobie gdzie są schowane świąteczne ozdoby!
Na strychu też nie znalazłam.
Szafy przeszukane, dżises!
trzeba być roztrzepańcem, żeby nie móc przypomnieć sobie gdzie są schowane świąteczne ozdoby!
Na strychu też nie znalazłam.
Szafy przeszukane, dżises!
nie było , że nic, tylko siedzę lub leżę, to posprzatałam spiżarnię, wyrzucając jeszcze reklamówkę słoików i plastikowych pojemników, wiaderek, bo jednak uznałam, że się do niczego nie przydadzą.
Cos tam codziennie kupuję, przyprawy, ryże, kasze itp. , mięsa zamroziłam, nie wiem jak będą wyglądać święta, więc niczego nie planuję, jeśli tylko we dwoje, to i przygotowań mniej. Jednak dobrze mieć zapasy.
Czekam na Starszą z niezięciem, mają przyjechać 12 grudnia, mamy nadzieję, że nic nie stanie na przeszkodzie. Jak długo zostaną nie wiadomo, to zależne od stanu zdrowia mamy niezięcia, i czy w tym czasie bedzie miała operację.
Dziś podczas rozmowy, kol.D. stwierdziła, że pewnie już mam mieszkanie ozdobione świątecznie, a ja nawet nie wiem gdzie upchałam pudełko z ozdobami.
Umówiłyśmy się na niedzielę, to może bym już coś tam umaiła, sprawdziłam wszystkie miejsca w domu, a pudelko zapadło się pod ziemię. Hmmm, czyżbym wyniosła na strych? Jutro sprawadzę.
rano poszłam do sklepu kupić ciasto, później byłam umówiona na przygotowanie mieszkania mamy na przyjazd cioci i kuzyna z żoną.
Później poszłam na cmentarz poogarniać groby, ale się okazało, że chryzantemy ładnie się trzymają i tylko u ojca wyrzuciłam. Wracając przeszłam się po sklepach, kupiłam w pepco czarny golf, bo nie miałam niczego ciepłego w tym kolorze. Nabiłam sporo kilometrów, 10 tys. krokow zaliczone, bo sklep koło stadionu, do mieszkania mamy trzeba iść mocno pod górę, a cmentarz na drugim końcu miasta. W sobotę 8,30 msza w kosciele, później od razu pojechaliśmy na cmentarz.
Ciotki do czasu przyjścia księdza odmawiały rożaniec i jakieś inne modlitwy.
Na pogrzeb przyszedł też kapelan wojskowy i odprawiał mszę w kaplicy razem z ksiedzem z parafii. Na koniec zapowiedział, że odprawi mszę w kaplicy w koszarach, w intencji mamy , w niedzielę. No i trzeba było wczoraj zasuwać pod górkę z rana.
Och, mamie by się spodobało, dużo, miłych i ciepłych słów o niej.
Mama bardzo lubiła tego kapelana, no i chodziła tam zawsze na msze z chłopakami, z przyjezdną siostrą .
To mała społeczność sasiedzka, mama przepracowała w jednostce , jako telefonistka 40 lat, jej mąż był wojskowym , tak wiec wszyscy się tam znają. Była lubiana.
Dodatkowo w zwiazku z tym , że niedługo byłyby jej imieniny, padło zaproszenie na exstra mszę, w sobotę, tym razsm o 17. Ciotka z kolei opłaciła mszę rocznicową w styczniu. O rety !
Po wczorajszej mszy siostra nas zwinęła do siebie, bo chciała nakarmić podróżników przed długą drogą do domu.
Później porozmawiałyśmy chwilę przy kawie, ustaliłyśmy, że któregoś dnia pojedziemy oglądnąć ofertę nagrobków i zorientować się w cenach. Co do mieszkania i spraw spadkowych , to brat z córkami już dawno zrzekł się dziedziczenia, ja myślałam, że zrzeknę sie swojej części na siostrę, ( prawidlowe okreslenie to zbycie spadku ), ale siostra jeszcze sie zastanawia . Sprawy są skomplikowane, są duże długi siostra musiałaby to spłacić . Tak więc czekam na jej decyzję, lub odrzucę spadek, ale jest czas , miesiecy , więc sie jakoś wyjaśni i załatwi.
...
A tak w ogóle to J. był u lekarza, w związku z arytmią, która nie daje mu spokoju, no i dostał skierowanie do szpitala na wysiłkowe echo serca, ech, no i co, i martwię się, co to tam badanie wykaże.
....
Ach, to całe zamieszanie z tym badaniem, zrobili ekg, przyszedł lekarz i wyznaczył termin na 29 marca. Czyli do dupy.
razem się nie udało, moja biedna, schorowana mama zmarła w nocy 24 listopada o 4, 30. Jeszcze we wtorek wieczorem lekarka podała mamie telefon. Mama zamieniła z moją siostrą kilka słów, tak w pół świadomie, ale poprosiła o nową piżamę i kubek z rurką...
Jutro przyjeżdża siostra mamy, chce spać jak zawsze u mamy, więc trzeba ogarnąć mieszkanie, jeszcze kilka spraw organizacyjnych zalatwić w zwiazku ze stypą, spotykam sie z siostrą, i jakoś damy radę. Mam nadzieję, że będę wsparciem dla niej, bo jest w rozsypce.
...
A snułyśmy takie plany na zimę, oglądanie zdjęć, opowieści, ploteczki, pichcenie.
Mama miała dobrą pamięć, jak zaczęla opowiadać, to historie się piętrzyły, piękny zasób słów, trudno było przerwać, wpadało się na godzinkę a siedziało kilka.
Przykro było wychodzić, to spojrzenie na pożegnanie, pełne świadomości, że już chora, że już tak niewiele może, o kruchości każdego dnia, że jest zdana na kogoś, coraz mniej samodzielna, bardzo ją to męczyło.
Smutno mi bardzo. Pozostały już tylko wspomnienia.