wtorek, 25 maja 2021

Urobiliśmy

 się wczoraj po kokardy. Powiekszyliśmy teren ogródka, J.chwycił za łopatę , i okazało się, że pod grubą warstwą ziemi  jest śmietnisko złomowisko, kawał starego pokrycia dachowego, falowana blacha i plastik, jakies resztki narzędzi, prętów,  kable, ja pierdziu.  Roboty było na kilka godzin, więc później już sił mi brakło na jakiś przyjemny spacerek. J. sie zregrnerował drzemką i jeszcze ruszył na przejażdżkę rowerem.  Ja polegiwałam z kotami i rozmawiałam z córkami.

No ale przynajmniej już teraz  teren solidnie oczyszczony  pomidory i sałata posadzone. Miętę i szczypior musiałam przesadzić,  mam nadzieję, że im to nie zaszkodziło. Lubczyka na szczęscie nie trzeba bylo ruszać.

Od wieczora pada z przerwami, dziś zostałam w domu i regeneruję siły.

Przydałoby się wreszcie zużyć przywiezione renety i  upiec ciasto.





niedziela, 23 maja 2021

Szafa

 już zagospodarowana. Trzeba jeszcze na scianach porządki porobić, bo niektóre zdjęcia to tak od czapy porozwieszane. Ale nie czuję się dziś za dobrze, jakieś nerwobóle mnie dopadły, ciśnienie sie kiwa, więc pora na polegiwanie z kotkami.


Spacer zaliczony. 










Za chwilę

 jedziemy do Schönberg  po szafę, ale że to jest miejscowość nad samiutkim morzem i plażą Kalifornien, to cieszę się jeszcze bardziej. Wieje wiatrzysko, ale nie pada ( wczoraj lało cały dzień) i ma być ładniej z każdą godziną. Mam więc wielką nadzieję na spacer po piaseczku.

Po południu może wreszcie uda się wypielić miejsce pod pomidory, bo przecież jeszcze nie posadzone! Nie ma czasu, pogody i siły! 

Poszłam sprawdzić jak się mają irysy, jeszcze w pąkach, ale naliczyłam 7 kwitnących. 



Szkoda, że to na tyłach posesji, więc muszę specjalnie tam iść , żeby nacieszyć oczy.  Po orce to nie mam sił , zeby specjalnie jeszcze tam się wlec, no ale, trudno.

Posadzone jesienią na skwerku przed oknem  nie kłoszą  się, za młode. Może jeszcze coś tam wymodzę, żeby było kolorowo, mam np. ziarna nasturcji, to posieję.

...

Bloger mnie wkurza, internet tu wolniejszy i dodawwnie zdjęć to męczarnia.

No, to jeszcze mała kawka i jedziemy. 





wtorek, 18 maja 2021

Przerwa

 śniadaniowa. Pogoda ok, do pielenia w sam raz. Pracy dużo, mogę sobie dozować przez kolejne dni, bo na tym terenie to gdzie nie spojrzeć jest co robić.

Ptaszki śpiewają, spieszyć się nie muszę, żeby jeszcze tak w lędźwiowym nie bolało, byłoby super. Zregeneruję sie w weekend, w poniedzialek znów  świeto, więc luksus.

Kurki są, mają wybudowany kurnik, mogłby być ładny i w ogóle , ale jak to szef, nakombinował , nawymyślał, baby z dziadem  tylko brakuje. Podziwiam szefową, że to wytrzymuje😀

 No ale przynajmniej kurkom ciepło i sucho. Tylko oczywiscie sprzątać i podsypywać słomą nie ma komu. 

Kwiaty rosną, nie ma jeszcze szaleństwa kolorów, za to zielsko i trawa mają się doskonale.

Psy zagladają, łasuchy, ale już zjadlam, koniec przerwy.



poniedziałek, 17 maja 2021

Pod

 gruszą zrobiłam jako taki porzadek. Część  szafirków kwitnie, wiec zostawiłam, ale sporo wycięłam odsłaniając  hosty.  Jak przekwitną tulipany i szafirki znów wytnę. Nie czekam aż liście zżołkną i same uschną. Żonkile też wycięłam. Teraz mogą rozrastać się hosty, ruta, rozchodniki, dąbrówki,  i co tam jeszcze. Wysiały się maki, na kupie,  kilka rozsadziłam, może się przyjmą. 

Pojawiła się też róża,  widocznie się sama wysiała, ptaszek może przeniósł. Całkiem spora już jest.  No tu wszystko rośnie jak na drożdżach. 








 Kilka  włoskich orzechów też znalazłam, moze ptaki przyniosły, a  może  wiewiórka 😀

Tak więc kolejna robota odfajkowana. Teraz akurat  popadało, wiec fajnie, bo podlało wszystko.

Jutro pierwszy raz do szefów. W czwartek do Inge.