niedziela, 29 sierpnia 2021

Niedziela

 przedwyjazdowa, nastepna już będzie w innym miejscu i znów trzeba sie będzie przyzwyczajać. Byle do listopada, zleci zapewne bardziej  pracowicie, coś tak w kościach czuję 😀

Pogoda nas dziś zwiodła, chcieliśmy do lasu. Jedziemy, a tu juz kropi,  widzimy, że  z jednej  strony mocno już niebo zasnute, znaczy  tam już porzadnie pada, ale tu jeszcze nie, więc zatrzymujemy się na leśnym parkingu. Idziemy, idziemy, ciut mocniej pada, ale , wśród drzew nie jest tak źle, idziemy  dalej.  O, zagrzmiało, mijani ludzie z pieskami lepiej ubrani, mają kurtki przeciwdeszczowe, a my  jak te miastowe sieroty. Ale ja przynajmniej miałam kaptur w bluzie. No nic, mocniej pada trzeba wracać, a szkoda, bo tak pięknie puchato, mięciutko i wrzosowo.






czwartek, 26 sierpnia 2021

Pada,

12 st., spać się chce.

Jednak zaprzęgłam sie do roboty i juz pyrkają nadziewane papryki, oraz warzywa na patelni,  takie niby leczo, bo tylko czerwona cebula, papryka, pomidory, cukinia.


..

Drzwi już wróciły na swoje miejsce


Co jeszcze  zostało do zrobienia? Sufit i sciany do pomalowania, jeszcze trochę pracy przy ozdóbkach, bo są ubytki, i panele do położenia. W zasadzie już niewiele. J. optymistycznie zakłada , że do konca roku skończymy 😄

...

Lampiony zamontowane, zostawiłam jeszcze dwa znicze z elektrycznym wkładem, resztę wyrzuciłam, bo też za dużo tych zniczy stało.

..
Chcemy przyjechać pod koniec października, lub w pierwszych dniach listopada.  Zapakować rzeczy dla Młodszej stąd i  z bytomskiego, i stamtąd pojechać do nich.  Mam nadzieję, że plan wypali.

..

Ogólnie przez caly ten czas uziemiona w domu byłam, bo zatoki, potem te obite nogi, do tej pory jeszcze nie jest calkiem ok,  no i  pichcenie obiadków, doglądanie , pomaganie, sprzatanie, pilnowanie żeby koty nie wedrowały tam gdzie trzeba, a prace przy drzwiach to złożony i dłuuuugi proces.

Z  ciotką , młodymi i małą Zosią się nie widziałam, no bo mieli do nas przyjść i wiecznie nie było jak, skoro  dzien podzielony na zakupy, prace przy drzwiach, czyli nalagan,  brud , no i tez smrodliwe preparaty. . Rownież  poobiednie drzemki J. , czas na odpoczynek między pracami,  chociaż też nie zawsze, no i tak leciał tydzień za tygodniem. Dodatkowo  młodym pasowałaby  sobota  lub niedziela , no a jak przyjdą to  na pół dnia, wiec..trzeba mieć czas.

 U mamy byliśmy raz, reszta to telefony. Coraz bliżej września i zabiegu mamy. 

To cała kołomyja jechać skoro świt, bo na 7,30 , ale wcześniej  trzeba zrobić test, i czekać godzinę na wynik. 

Wyglada na to, że od razu bedzie zabieg , bo lekarz kazał dwa dni wczesniej przed przyjazdem odstawić jeden lek.

Następnego dnia trzeba znów jechać  po mamę , tyle że już nie trzeba się spieszyć, wypisy od 12.  Najważniejsze, żeby poszło dobrze i zabieg coś pomógł. 

..

Powoli  zbieramy się do wyjazdu. Już  telefon J się rozdzwonił , Inge nas oczekuje, inni też już dopytują. Szybko trzeba będzie się wdrożyć w tamtejsze życie.


sobota, 21 sierpnia 2021

Namówiłam

 J. żeby  zlikwidować wazony na kwiaty, stojące po bokach rodzinnego  nagrobka zwanego szumnie pomnikiem, bo wielkie toto jest. Wiecznie trzeba upychać tam sztuczne kwiaty, które po jakimś czasie robią się brudne, płowieją i trzeba wymieniać.  Jest jeszcze  mała misa pośrodku, więc tam można  postawić doniczkę , stroik , znicz. Obecnie stoi doniczka z żywymi kwiatkami. Później wrzosy , a na zimę  stroik , i wystarczy.  Trzeba minimalizować obowiazki i wydawanie kasy w próżno. 

Ok, zgodził się, i wczoraj się dokonało, częściowo.  Została podstawa, do której wazony były przyklejone, więc teraz przyklejone zostaną lampiony . Oczywiście, nie takie o jakich ja myślałam, proste z najprostszych, ale i drogie, bo u kamieniarza J.  wymyślił  i wyszukał  lampionów ze swieczką na baterie imitujacą płomień , dodatkowo z panelikiem słonecznym. No niech tam. 

Będą umarlaki mieć nowocześnie.  Teraz głowi się jak to przymocować. Mam nadzieję, że w końcu mu się uda, bo chciałabym mieć już to z głowy.

Jutro do kol.W na urodziny i będzie po niedzieli. 


piątek, 20 sierpnia 2021

Mija

 kolejny tydzień, sierpień się kończy i nasz pobyt w domu też.

Co było do załatwienia pilnego , zostało załatwione. O expresowym wyjeździe do bytomskiego nawet nie mam co pisać, urobiliśmy sie po pachy, ze zmeczenia nie moglam zasnąć,  na rekonesans nie było czasu.  Ale,  udało sie pozbyć wiekszości rzeczy prócz głównych mebli, to co zostało z drobiazgów , to juz do zabrania przez nas i zawiezienia do Młodszej w przyszłosci, więc tam zostało . To co dla nas rowniez , bo teraz nie ma co zwozić, skoro jeszcze remont w  drugim pokoju nie skończony . Może tam czekać,  póki mieszkanie nadal ani nie sprzedane, ani nie wynajete.  Obie opcje nadal rozważane, nagle ta druga bardziej,  bo ten ktoś, kto  chciał kupić , za bezcen niestety,   właśnie planował je wynajmować, , wiec ... może jednak to ja będę wynajmował. Taaa, znów  słowa bez konkretnych czynów, a można było zostać  nawet dzień dłużej i  podzwonić do lokalnych agencji nieruchomosci, dowiedzieć się jakie są możliwości. Nie, to już byloby  zbyt wiele naraz. 

Natomiast w upłynnianiu rzeczy mieliśmy farta, bo znów sąsiadka zwana sasiadką z okna wzięła trochę rzeczy,  kiedy J opróżniał piwnicę, przyjechał wóz  po gabaryty i szybko pozbyliśmy się  paździeżowych resztek różnej wielkosci.  Z kolei przy wynoszeniu rzeczy do kontenerów J.został zaczepiony  przez pana,  jak się  okazało  członka stowarzyszenia Serduszko, no i rzeczy powędrowały nie na śmietnik a do stowarzyszenia. Super, bo brali jak leci, nawet zepsute stare sprzety elekryczne i elektroniczne. Kiwliszki, szklanki, rozne szmatki, pufy ,,lampki, itp. Obie strony zadowolone, uffff. Moze następnym razem wezmą  zbędne meble.

No ale z tego wszystkiego nawet nie zrobiłam żadnych zdjęć.  Okna pomyłam, no i ogolnie posprzatałam. Przez tak dlugi czas mieszkanie bylo bardzo brudne, zakurzone. Tam taki czarny ten kurz, fuj.

Tylko raz na chwilkę poleciałam do Niny sie przywitać sie i  dać suweniry , szybka kawa , więc nie nagadałysmy sie zbytnio. Nastepnego dnia rano pojechaliśmy z nią na zakupy i na  cmentarz do p.Witka, bo chcialam zapalić mu światełko.  No i tyle. O 16  już wracaliśmy do domu, nie było korków i innych przeszkód  , jechaliśmy 2 godziny.

...

 Tu w domu  co zaplanował J.,  to zrobił, czyli jedne  drzwi- wejsciowe do pokoju remontowanego  już gotowe,  dzis  kończył juz kiedyś oczyszczone drzwi wewnetrzne. Jeszcze tylko pomalować czym on to tam maluje i gotowe. 

Jeszcze kiedyś czekają w kolejce drzwi od sypialni i łazienki, bo też tylko oczyszczone z farby. Ale to już kiedys tam, za rok?

...

A koty, koty spią, wylegują się, nawet nie za bardzo biegają, nie chce im się, pławią sie w polegiwaniu gdzie się da😀







..

A dziś mija miesiąc jak przyjechaliśmy, kiedy to zleciało!




niedziela, 15 sierpnia 2021

Spacer

byle jaki po lesie, bo tylko drogami, jedna kamienista , że o ja się nie mogę, druga fajna. Grzybów niet, zagladnęłam bardziej w głąb, jagód również, za to przez to zaglądanie nabyłam dziurę w ulubionych leginsach, ech. Las nagrzany słońcem pachniał, za to akurat ptaki spały, i była cichosza. 
J.szusował na rowerze, więc sama się popałętałam  tą godzinę. Eeee, jakos zbytnio nie jestem zadowolona z takiego wypadu. Upał w miescie nie do wytrzymania, a tam o wiele przyjemniej i wiatr i cien mozna znaleźć, tylko szkoda, że nie było jak pochodzic po poszyciu .Wertepy straszne.
Wypatrzyłam takie cuś,  w starym pniu drzewa,  zawisło chyba na pajęczynie, 


No a tak, to świerki dokoła, a niby droga  o nazwie czerwona i daglezjowa, hm.

Stara , lepsza droga, 




Kamole białej marianny  tak duże, że chodzi sie bardzo niewygodnie.


Poszycie pełne konarów, wyboiste, mnóstwo samosiejek i jagodzin.

No dobra, ale tyłek z domu ruszony i aż korcilo   przejechać sie kawałek rowerem, ale się bałam i odpusciłam.