sobota, 4 lipca 2020

Zimno!

18 st.w porywach, pochmurno, wieje wiatr , ale nie pada.
Przyszły tydzień szykuje się zapracowany, wszak urodziny szefowej coraz bliżej.
Zrelaksować się ciężko siedząc w domu, mój próg cierpliwości już mocno nadwyrężony, jak się nie rozpada to spacer wskazany jak nie , to tylko drobne zakupy i do klamociarni .
Wczoraj po pracy pojechaliśmy na plantację. Okazało się , że można też zbierać czereśnie.
Tak to wygląda, drzewa są osłonięte tunelami z agrowłókniny.





Z miejsca gdzie rosną truskawki można też zobaczyć przepływające przez kanał statki, akurat się trafił taki ładny długaśny. Fajnie to wygląda.


No a to już nasze zbiory.

 

Jednak się rozpadało.
.....

J. uważa , że po 15 tym lipca wracamy do domu, ano się okaże czy się uda. Nie cieszę się na zapas.
Remont elewacji oczywiście jeszcze nie skończony , a gdzie jeszcze poprawki, tak więc zgodnie z przewidywaniami, wlecze się i nawet jak skończą to będzie to na odwal się.
No i tak to, ale przecież najważniejsze , że wracam, a tam, tadam, nowa ładniutka kuchnia, do której jeszcze się nie przyzwyczaiłam :)


niedziela, 28 czerwca 2020

Niedzielę

ratuje nowy sezon Homecoming, bo inaczej to jakoś bylejakoś .
Przed południem upichciłam co było do upichcenia i luz, ale aura niepewna, co chwile popadywało, a J. włączył sobie serial i zasnął, i spał i spał.
Kiedy już się wyspał zaproponował spacer,
wokół Gut Emkendorf













no dooobra, ale zbytnio zadowolona nie jestem, bo to taki tam mały spacerek był. Dookoła posiadłości, troszkę przez las i park pałacowy , godzinę nawet chyba to nie wyszło, bo już kolejna chmura straszyła, ale tylko pokropiło, za to zdążył mnie upierniczyć giez.
Tak więc jak dla mnie wolny dzień zmarnowany, ale dla J. ok.  No i tak to.

sobota, 27 czerwca 2020

Kolejny tydzień,

a ogólnie już miesiąc minął od przyjazdu tutaj.
Jak policzyłam to prócz prac podworkowych tu na wiosce, to przepracowałam 15 dni. Niby niewiele, ale niektore dni po 10  godzin, ostatnie  też mocno dające w kość, bo trzeba było  bardzo wyginać ciało żeby móc pomalować ten dom lokatora szefów.  Dodatkowo ciagle bardzo ciepło, a od kilku dni upalnie i dusznawo. Wyszłam dziś na chwilę poukładać kamienie pod płotkiem sasiądki i wróciłam cała mokra.
Chcialabym duzo więcej zrobić, a okazuje się, że zwyczajnie nie mam sił i padam na dziób, gnaty bolą, i ogólnie czuję się średnio.

 No ale ułożyłam i już dziś palcem nie ruszę, wieczorem ma popadać, może burza będzie, a przyszły tydzień już nie ma być tak gorący.
Wczoraj  wysmarowałam bolące miejsca maścią,  i położyłam się , żeby odpocząć  i zasnęłam ,  po 2 się obudziłam , no i problem, ale  w końcu zasnęłam jak już świtało i ptaszki zaczęły poranne trele.  Och, jak ja to lubię. Tak pięknie świergoczą.
Dobrze, że mogłam pospać dłużej.J .pognało z łóżka o wiele szybciej,  na podwórko, bo chcial wykorzystać poranną niższą temperaturę, ale ja zwloklam się dopiero o 9.

Jeszcze tylko odwalić dziś zakupy i resztę dnia chyba też przeleżę ogladając jakieś filmy czy serial.

Zdjęcia od czapy, hosty spod gruszy,





Dokonczyłam formowanie krzaczków,


Piękne i pachnące róże powiesiłam  do zasuszenia i oczywiście zrobiły się maleńkie,


Maki  spod gruszy


I poranne leżanko z Rysiulkiem


Ps
Oxycort pomógł, 14 dni smarowania  i  zmiana  na nóżce zaleczona.



poniedziałek, 22 czerwca 2020

Taka ładna niedziela,

ale jak się jest zmęczonym i ciągle coś boli,  np.dłonie, a szczególnie lewa , bo znów przeciążona , to nawet się cieszyć nie chce, że ładnie, że takie piękne róże  i w ogóle.
Bo odwiedziliśmy małe, ładne miasteczko , gdzie rośnie duuuużo róż przy kamieniczkach,  niektóre pięknie pachniały, wąchałam każdy krzak,  ale mało zdjęć robiłam,  J. ma jeszcze jakies to jeszcze może dodam.








Spacer zaliczony, chociaż nawet stóp w Północnym nie zamoczyłam.Był przypływ, glęboko,  no i woda niezachęcająca wyglądem, nawet pety w niej pływały , fuj.
To nie Bałtyk, że można brzegiem pospacerować.




Posiedzielismy na ławce, pogapilismy się i odwrót. Zjedliśmy bułkę z rybą, dobre nawet , rybka smaczna.. byłaby gdyby była posolona, co Ci Niemcy mają z tą solą, juz kolejny raz jem smażoną niesoloną rybę. No ale głód  zwyciężył, stoliki zajete, nie chcialo nam sie czekać na jakies inne danie, więc ta bułka, heheh, juz nie pamiętam kiedy ostatni raz jadłam bułkę, więc atrakcja.

No dobra, łapy bolą koniec pisania.